Menu g��wne
Polecamy
|
Autor: 6 filarów poczucia własnej wartości - Nathaniel Branden Cena: 30.02 zł | |
|
Autor: Kto zabrał mój ser? - Spencer Johnson Cena: 21.75 zł | |
MARZENIA CZY WOLNOŚĆ OTO JEST PYTANIE!
Trudno jest zacząć!
Właśnie – próbując napisać coś sensownego zacząłem zastanawiać się jak to jest, że tak trudno zacząć, że tak mało osób próbuje a jeszcze mniej osiąga sukces.
Od dłuższego czasu interesuję się tematyką sukcesu, własnego biznesu, wolności finansowej. Czytam książki, piszę, obserwuję komentarze do artykułów i blogów i ciągle mam wrażenie, że czegoś w tym wszystkim brakuje lub też coś nie jest do końca dopowiedziane.
Z jednej strony ciężko znaleźć w czytanych książkach jakiś spójny, sensowny system pozwalający dążyć skutecznie do powodzenia w życiu, z drugiej strony z komentarzy do książek czy artykułów wynika, że większość ludzi błędnie lub zbyt wąsko interpretuje pojęcie sukcesu.
Zadanie budowania jednolitego systemu osiągania sukcesu jest o tyle skomplikowane, że wymaga stworzenia rozległego układu powiązanych ze sobą metod obejmujących wiele dziedzin ludzkiej egzystencji. By systemy te były właściwie zrozumiane konieczne jest najpierw zdefiniowanie - opisanie pojęcia sukcesu w możliwie jak najszerszym kontekście.
Sukces, powodzenie, pomyślność, tryumf, zwycięstwo to słowa-klucze których właściwa interpretacja może zadecydować czy podejmiemy jakiekolwiek działania by mieć wpływ na kierunek własnego życia czy też biernie poddamy się „przeznaczeniu” lub woli innych ludzi.
Autorzy książek oraz trenerzy motywacyjni często używają przekazu w stylu „jeśli tylko zechcesz możesz osiągnąć wszystko czego tylko zapragniesz”, „jeśli podejmiesz działanie możesz stać się obrzydliwie bogaty” . Z całym szacunkiem dla tych wspaniałych ludzi muszę stwierdzić, że ów przekaz, choć prawdziwy, wprowadza wiele osób w błąd, co gorsza jeszcze więcej osób odrzuca go jako zbyt materialistyczny lub całkowicie nierealny.
Choć tego typu przesłania trafiają do sporej rzeszy odbiorców, wzbudzają entuzjazm i co tu ukrywać zwiększają sprzedaż książek i popularność szkoleń, pozostawienie ich bez głębszej analizy może spowodować wiele szkód nie tylko u osób bezpośrednio odrzucających przesłanie ale również u tych którzy dali ponieść się fali entuzjazmu.
I znowu muszę wrócić tutaj do definicji sukcesu, bez tego jakakolwiek aktywność nie będzie przynosić pożądanych efektów, skoro bardzo szeroko pojęty sukces jest celem ludzkiego działania oczywistym staje się, że bez wyraźnego określenia owego celu nie będziemy wiedzieć dokąd zmierzamy.
Dla uproszczenia definicji na samym początku trzeba odrzucić najprostsze ale moim zdaniem zbyt wąskie a przez co całkowicie błędne rozumienie sukcesu w ujęciu materialnym czyli jako osiągnięcie bogactwa.
Takie podejście najczęściej przyciąga entuzjastów ale jednocześnie odpycha krytyków a jednocześnie i jednych i drugich wiedzie na manowce.
Jakie więc podejście mogłoby zadowolić wszystkich, czy istnieje takie rozwiązanie które mogło by wszystkich pogodzić wszak przysłowie mówi wyraźnie: „jeszcze się taki nie narodził co by każdemu dogodził”.
Jednak czuję , że muszę spróbować znaleźć wspólny mianownik pozwalający na zrozumienie czym jest sukces, to zaś pozwoli wyjaśnić dla czego warto a właściwie należy do niego dążyć.
By osiągnąć ów „wspólny mianownik” trzeba zastanowić się jakie życie człowiek pragnie prowadzić.
Dla ułatwienia rozbijmy to na kilka kategorii: życie osobiste, sfera intelektualna, rozwój duchowy, zdrowie, poziom materialny.
Życie osobiste w najprostszym ujęciu to dążenie do posiadania szczęśliwej rodziny, związku partnerskiego, bycia z kimś w bliskich relacjach, poszukiwanie miłości w życiu.
Strefa intelektualna to własny rozwój, zdobywanie wykształcenia, zwiększanie kompetencji, rozwój zainteresowań, poszukiwanie wiedzy.
Rozwój duchowy to sfera wartości, religia, wiara w Boga, poszukiwanie oświecenia, medytacje, dążenie ku dobru.
Zdrowie to dbałość o nasze ciało, właściwe odżywianie, dbałość o kondycję fizyczną, zachowanie sprawności a także unikanie stresu i dbanie o swoją psychikę.
Poziom materialny to wszystko to od czego fizycznie zależy nasza egzystencja - wg. Definicji H.D. Thoreau – „najważniejsze dla człowieka jest zachowanie ciepła”. Jest to spore uproszczenie ale właściwie do tego właśnie sprowadza się byt materialny człowieka – jemy po to by dostarczyć organizmowi kalorii, ubieramy się by zachować ciepło, budujemy dom z tego samego powodu.
Oczywiście ewolucja oraz rozwój cywilizacji spowodowały, że można tę definicję znacznie bardziej rozwinąć i właściwie owo rozwinięcie jest spójnikiem łączącym wszystkie sfery ludzkiej egzystencji.
Ktoś może mi zarzucić, że nie rozwinąłem wątków i opisałem owe sfery życia „po łebkach” ale był to zabieg celowy, gdyż w tym miejscu nie ma większego sensu rozwodzenie się nad tymi kwestiami, dla wyciągnięcia wniosków wystarczy całkowicie pobieżne ujęcie tematu.
Słusznie zakładając, że o osiągniętym sukcesie może mówić tylko osoba szczęśliwa, zadowolona ze swojego życia, bardzo łatwo można wyciągnąć wniosek, że owego sukcesu nie da się osiągnąć bez rozwijania wszystkich wymienionych wcześniej sfer życia.
Bardzo łatwo daje się zauważyć, że pominięcie któregokolwiek elementu powoduje, że pozostałe również stają się upośledzone a przez to sukces jako taki staje się nieosiągalny.
Harmonijne połączenie tych elementów jest bardzo trudne choć opiera się na prostych prawdach oraz bardzo prostych technikach.
Problem w tym, że owe prawdy są na tyle proste, że aż trudno w nie uwierzyć a jeszcze trudniej się do nich zastosować.
Natomiast wspomnianych technik jest taka obfitość, że ciężko znaleźć oraz skupić się na tych które są odpowiednie dla naszego temperamentu, stylu bycia, zdolności odbioru.
Ciężko też jest wytrwać przy już wybranych gdy ciągle kusi coś nowego.
Nieszczęściem ludzkości jest to, że próbujemy osiągnąć szybką gratyfikację jak najszybciej i jak najmniejszym wysiłkiem. Dla tego większość ludzi skupia się tylko na jednym lub kilku aspektach życia bagatelizując resztę. Jednocześnie ludzie dziwią się dla czego choć mają wybitne osiągnięcia w jakiejś dziedzinie nie czują się spełnieni, czegoś im brakuje są nieszczęśliwi.
Można by było wrócić do tematu budowania jednolitego systemu osiągania sukcesu który pozwoli powiązać ze sobą wspomniane wcześniej sfery ludzkiego życia.
Wydaje mi się jednak, że bez wcześniejszego wyjaśnienia jak poszczególne zakresy ludzkiego bytu na siebie wzajemnie wpływają nie dojdziemy do tego, dla czego tak ważne jest by pogodzić je wszystkie, przez co cały system będzie pozbawiony uzasadnienia i trudny do przyjęcia.
c.d.n.
Ostatnio zacząłem rozumieć jak specyficznie funkcjonuje ludzki umysł.
Nie chodzi mi tutaj o reakcje chemiczne, połączenia neuronowe czy jakieś głębsze procesy psychologiczne tylko o sposób postrzegania spraw i rzeczy.
Całkowicie przypadkowo poczyniłem spostrzeżenia które mogą wyjaśnić dla czego sekty są w stanie tak łatwo manipulować swoimi wyznawcami a pewien dyrektor rozgłośni radiowej ma za sobą armię zdyscyplinowanych, całkowicie bezkrytycznych wyznawców.
Dostrzegłem, że człowiek interesujący się pewnymi sprawami i pogłębiający swoją wiedzę w danym kierunku programuje w pewien sposób swój umysł tak by dostrzegał w otoczeniu elementy potwierdzające jego własne tezy, uprzedzenia czy dogmaty.
O ile w przypadku sekt czy manipulacji politycznych jest to zjawisko bardzo niebezpieczne o tyle w biznesie czy w motywacji i samodoskonaleniu staje się ono źródłem inspirujących odkryć.
Poza oczywistymi źródłami inspiracji, takimi jak książki, szkolenia czy prezentacje, wyspecjalizowanymi w danej tematyce, źródła motywacji lub pomysły na biznes można znaleźć niemal na każdym kroku.
Jak się przekonałem wspaniałym źródłem inspiracji może się okazać nawet tak wyspecjalizowany program kulinarny jak „Restauracja restauracji” czy „Kuchenne koszmary USA”. W obu tych programach prowadzący wyciągają z finansowych kłopotów lokale wskazując jako główne źródło problemów przede wszystkim nastawienie właścicieli i personelu - „chcesz lepiej gotować-zmień nastawienie...”. Jak można wywnioskować ze wspomnianych programów podstawą sukcesu jest wysoka jakość oferowanych produktów lub usług, traktowanie danego przedsięwzięcia jako biznesu i przede wszystkim zaangażowanie i prawdziwa pasja pracowników i właścicieli.
Świetnie to podsumowuje cytat z jednego z tych programów „Jeśli się nie jest częścią rozwiązania, jest się częścią problemu...”
Inną kwestią poruszoną w tych programach a bardzo istotną dla wszystkich pragnących odnieść życiowy sukces jest sposób podejścia do porażki – prowadzący „Kuchenne koszmary” Gordon Ramsey sam przyznał, że jego pierwsza restauracja, którą otworzył w rodzinnym mieście, splajtowała lecz dzięki temu bardzo wiele się nauczył i ostatecznie osiągnął sukces.
„Lęk przed porażką paraliżuje, nie pozwala wprowadzać zmian i się rozwijać”
Kuchenne koszmary USA-Gordon Ramsey
Kolejnym moim odkryciem było to, że można znaleźć źródło inspiracji w książkach całkowicie odległych od tematyki motywacyjnej czy biznesowej co więcej dotyczących ludzi i wydarzeń z przeszłości.
Jako, że mam w zwyczaju w niedzielę czytać książki wyłącznie dla przyjemności, całkowicie niezwiązane z biznesem czy samodoskonaleniem sięgnąłem jakiś czas temu po opowiadania Karola Olgierda Borchardta pt.”Znaczy kapitan”.
Co jest istotne, bohaterem tych opowiadań jest kpt. Żeglugi wielkiej Mamert Stankiewicz - postać nieprzeciętna i całkowicie autentyczna.
I okazało się, że nawet z książki o tematyce marynistycznej można się nauczyć jak powinien postępować prawdziwy lider – (o kapitanie autor)„...nigdy Pan nie zadrasnął godności ludzi za których pracę był Pan odpowiedzialny. Wszystkie uwagi odnosiły się wyłącznie do wykonanej roboty i w miarę możliwości powiedziane były zawsze bez świadków .”
Jako motto dla wszystkich osób zainteresowanych własnym rozwojem może posłużyć zdanie wypowiedziane przez Kapitana:
"Znaczy, każdy swe obowiązki musi wykonywać porządnie. Ci, którzy nie wykonują ich jak mogą najlepiej - to znaczy, na ile ich stać fizycznie i duchowo - niszczą sami siebie".
W jednym prostym zdaniu kapitan Mamert Stankiewicz ujął niemal wszystko to co można znaleźć w setkach książek motywacyjnych, co więcej nie wyczytał tego nigdzie gdyż żył w czasach kiedy tego typu pozycje były właściwie niedostępne.
Wiarygodność swoich słów Kapitan potwierdził swoim życiem i heroiczną śmiercia - jako ostatni opuścił zatopiony w czasie II wojny światowej ms. Piłsudski, sprawdzając czy ktoś nie pozostał na tonącym statku i ratując dwóch chłopców okrętowych. Sam po wyłowieniu przez Brytyjski okręt wojenny zmarł wskutek wyziębienia i prawdopodobnie ataku serca.
Kolejna przeczytana „dla przyjemności” książka „Podchorąży wojna i ślepy los” Zygfryda Stryjeckiego skłoniła mnie do zastanowienia się dla czego tak wielu ludzi tkwi w „cichej desperacji” i nawet nie próbuje się wyrwać z poczucia beznadziei i biedy.
W tej książce autor jako więzień wojenny aż sześciokrotnie ucieka z niemieckiej niewoli ryzykując własnym życiem z czego dopiero ostatnia ucieczka kończy się sukcesem.
Bohater cały czas zastanawia się jak to jest, że przez większość społeczeństwa obozowego uznawany jest za nieszkodliwego wariata pomimo tego, że przysięga wojskowa, poczucie honoru oraz potrzeba wolności obligują do podejmowania walki z wrogiem (w tym przypadku ucieczki).
Podczas gdy nieliczna garstka jeńców podejmuje próby ucieczek zdecydowana większość zabiega tylko o to by smętną obozową egzystencję uczynić trochę znośniejszą gromadząc trochę więcej odzieży, jedzenia, przywilejów.
Po głębszym zastanowieniu analogia do współczesności staje się oczywista.
Wracając do współczesności, warto zacząć się rozwijać, po przeczytaniu zaledwie kilku książek, obejrzeniu prezentacji czy uczestnictwie w seminarium motywacyjnym może się okazać, że zaczniemy zauważać wokół coraz więcej źródeł inspiracji i przyznaję jest to wspaniałe uczucie znaleźć interesującą wiedzę w miejscu w którym się tego nie spodziewaliśmy.
Podejrzewam, że podobną radość mają praktykujący biznesmeni znajdując kolejne okazje w najbardziej nieoczekiwanych miejscach i sytuacjach oraz tam gdzie inni widzą tylko zagrożenia.
Powoli przestaję się dziwić, że osoby które zakładały przejście na emeryturę po osiągnięciu wolności finansowej, nawet w wieku emerytalnym, nie chcą zrezygnować z pracy.
Bo praca pozbawiona leku staje przyjemnością i może się okazać fascynującą przygodą.
Niektórzy zaniedbali poszerzyć swoje
horyzonty, a to zatrzymało ich na robieniu
jednej rzeczy przez całe życie.
Napoleon Hill - "Prawa Sukcesu"
Mamy już nowy rok – zaskakujące jest to jak czas nam szybko umyka.
Jeszcze całkiem niedawno pisałem pierwszy swój tekst na temat sukcesu a teraz zauważam jaki on był naiwny.
Myślałem, że jeszcze przeczytam jedną książkę no może jeszcze kolejną i już wszystko będę wiedział. Okazało się, że muszę przedefiniować pojęcie sukcesu a każda kolejna książka jest tylko kolejną wskazówką lub kluczem.
To odkrycie jakoś mnie nie rozczarowało.
Po pierwsze pojąłem, że sukces jest jednocześnie celem sam w sobie ale i drogą do siebie wiodącą.
Właśnie spostrzegłem, ze piszę bzdury i jakieś pseudofilozoficzne wypociny ale jest w tym wbrew pozorom trochę sensu..
Oczywistą sprawą jest, że dla każdego człowieka sukces oznacza co innego, wielu ludzi nawet nie ma swojego własnego pojęcia sukcesu zamiast tego określa czy ktoś osiągnął sukces lub nie po jego materialnych atrybutach.
I właśnie określenie naszej własnej definicji sukcesu jest już samo w sobie pierwszym sukcesem. Zastanowienie się nad tym co w życiu chcę osiągnąć i jakim być człowiekiem ma istotny wpływ na to jak będę postrzegać świat,jak będę myśleć i przede wszystkim jak będę funkcjonować.
Określenie swojej własnej definicji sukcesu lub jak to określa Napoleon Hill w swoich „Prawach sukcesu” „określonego celu” wcale nie jest rzeczą prostą poza tym trzeba być bardzo ostrożnym przy określaniu tego co jest dla nas ważne.
Na szkoleniu odbywającym się w ramach Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości, prowadzący je Kamil Machnik zapytał zgromadzonych „kto chciałby mieć więcej pieniędzy” , wszyscy zgromadzeni podnieśli solidarnie ręce i kilka osób otrzymało od Kamila po 1 groszu dzięki czemu stali się posiadaczami większej ilości pieniędzy.
Eksperyment ten dowiódł jednej zasady, że swój cel lub definicję sukcesu warto określić bardzo dokładnie.
Precyzja jest w tym przypadku absolutną koniecznością.
Gdy zaczynałem pisać o sukcesie skupiałem się bardzo na materialnej stronie tego pojęcia, podobnie traktuje ten temat wiele książek motywacyjnych.
Spostrzegłem, że takie podejście irytuje bardzo wielu czytających, w komentarzach często pojawiały się opinie, że rozwój duchowy jest o wiele bardziej istotny.
Z drugiej strony znalazłem w Internecie kilka artykułów i blogów których autorzy opisywali bohaterów porzucających konsumpcyjne społeczeństwo takich jak Daniel Suelo, mieszkający w jaskini nieopodal miasteczka Moab, lub sami marzą o ucieczce od systemu.
Zaskakujące jest to, że zarówno artykuły o sukcesie jak i o ucieczce od konsumpcyjnego życia spotykają się zarówno z bardzo ostrą krytyką czytelników jak i opiniami absolutnie entuzjastycznymi lub przepełnionymi nutką nostalgii w stylu „też bym tak chciał”.
Kluczem do rozwiązania tych rozbieżności jest powierzchowność wspomnianych artykułów i blogów, w tym, z przykrością muszę stwierdzić, również i moich.
Teksty o ucieczce od konsumpcji i systemu przedstawiają tylko jasną stronę takiego rozwiązania dorabiając do tego piękną i kuszącą ideologię, jednocześnie przywołując tęsknotę za życiem wolnym od pracy, kredytów,walki o byt , w zgodzie z naturą. Pomijają fakty, że życie eremity tak jak w przypadku Daniela Suelo, jest w miarę znośne tylko dla zdrowego i nieobarczonego rodziną człowieka. Ów preferowany minimalizm życiowy sprawdza się tylko na obrzeżach rozbuchanego konsumpcjonizmu w kraju takim jak USA, w miejscu o bardziej niż umiarkowanym klimacie i do tego tylko tak długo jak długo dopisuje zdrowie lub nie zdarzy się jakiś wypadek. Nikt nie próbuje dociekać jak potoczy się życie takiego człowieka na starość.
Druga strona medalu to wszystkie teksty o bogactwie, sukcesie, samorozwoju.
Choć wspominałem, że bogactwo nie może być celem samym w sobie, być może nie dość mocno kładłem nacisk na znaczenie rozwoju własnej osobowości.
Pieniądze nie są czymś złym i to nie one odpowiadają za całe zło Świata.
Choć większość z nas dość obłudnie powtarza przysłowia w stylu „pieniądze szczęścia nie dają”, to ta sama większość nie miała by nic przeciwko trafieniu „szóstki” w lotto, otrzymaniu spadku po jakiejś „bogatej ciotce z ameryki”, czy otrzymaniu niespodziewanej darowizny od ekscentrycznego bogacza.
Jakoś najbardziej odrażające jest zdobycie pieniędzy własną pracą i przedsiębiorczością. Z drugiej strony faktycznie skupiając się tylko na przedsiębiorczości i pracy pomija się wiele aspektów niezbędnych do tego by nasze życie można było określić jako zwieńczone sukcesem.
Przekonałem się na własnej skórze, że drogę do sukcesu otworzyła mi praca nad własną osobowością. I to właśnie ta droga stała się największym sukcesem.
Za radą takich autorytetów jak Wallace D. Wattles czy Ben Sweetland nauczyłem się dawać z siebie więcej niż mi za to płacą. Przekonałem się, że ta metoda sprawdza się wspaniale nie tylko w pracy czy biznesie ale również w życiu prywatnym.
Podobnie jak w przypowieści o starym Chińczyku który w swej młodości się modlił „Boże daj mi siłę bym mógł zmienić Świat”,w wieku średnim jego modlitwa brzmiała „Boże daj mi siłę bym mógł zmienić swoich najbliższych” a na starość powiedział sobie „ o ja głupi, Boże daj mi siłę bym mógł zmienić sam siebie”, zrozumiałem, że jedynym skutecznym sposobem na osiąganie swoich celów jest zmiana siebie.
Wiele osób próbuje na siłę zmienić swoich partnerów i albo to się nie udaje albo partner który się zmienia przestaje być tym kim kiedyś dla nas był.
W przypadku gdy zmieniamy swoje postępowanie i zamiast próbować wymuszać coś na kochanej osobie obdarzamy ją większą czułością, zainteresowaniem, dajemy z siebie więcej okazuje się, że nasz partner zmienia swój stosunek do nas i daje od siebie znacznie więcej niż kiedykolwiek moglibyśmy oczekiwać.
Zamiast tarć w związku następuje jego harmonijny rozwój.
Podobnie jest z wychowaniem dzieci, zamiast „tresury” wystarczy się trochę bardziej zaangażować i dać dzieciom jeszcze więcej mądrej miłości.
Warto też zwracać uwagę na to jak się zwracamy do naszych najbliższych bo ma to bezpośredni wpływ na ich poczucie własnej wartości i przenosi się bezpośrednio na ich losy w przyszłości.
Metoda „trochę więcej” sprawdza się też doskonale w pracy lub biznesie. Dając z siebie więcej niż nam za to płacą prędzej czy później zyskamy opinię solidnego pracownika lub kontrahenta a co za tym idzie przełoży się to na nasze dochody.
Oczywiście ktoś powie, że pracownik który więcej robi, w naszej rzeczywistości, będzie po prostu wykorzystywany i jeszcze dodatkowo jego pracodawca będzie starał się narzucić jego styl pracy innym pracownikom nie dając nic w zamian.
Takie sytuacje też się zdarzają i na to niestety nie ma wpływu, jednak w większości przypadków pracodawca widząc, że wzrasta mu wydajność, powinien zauważyć korzyść w podzieleniu się ze swoimi pracownikami częścią zysków.
Poza tym ucząc się robić „trochę więcej” wyrabiamy w sobie cechę poszukiwaną przez wielu pracodawców, możemy też to „trochę więcej” robić na własny rachunek.
Jest kilka sposobów prowadzenia działalności które nie wymagają od razu zakładania firmy, rejestracji działalności i płacenia składek na ZUS. Są to rewelacyjne rozwiązania dla osób które się boją wypłynąć od razu na szerokie wody i co najważniejsze są to przedsięwzięcia całkowicie legalne.
Nie będę w tym miejscu wchodził w szczegóły bo opisałem kilka prostych pomysłów na własny biznes na stronie StartBiznes.com.pl .
Zanim jednak zaczniemy działać warto się trochę zmotywować i pouczyć.
Łatwo można dać się ponieść fali entuzjazmu i od razu budując „wielki biznes” utopić pieniądze lub zszargać sobie reputację.
Można też utknąć w działalności która nas nudzi, denerwuje, odbija się negatywnie na zdrowiu lub relacjach z rodziną.
Taki biznes nie może zakończyć się sukcesem bo nawet zyskując majątek możemy w ten sposób stracić wszystko inne co ma dla nas wartość.
Warto znaleźć dziedzinę która nas fascynuje, może wrócić do jakiegoś zarzuconego hobby z młodości i czytać, jeśli ktoś nie lubi czytać są też książki w wersji audio.
Książki są wspaniałymi drogowskazami i kluczami które znajdujemy na naszej drodze. Albo otrzymujemy dzięki nim wskazówkę w którą stronę podążać albo w momencie gdy trafiamy na mur okazuje się, że wiedza jaką posiedliśmy pozwala nam otworzyć furtkę i przejść dalej.
Czasami warto na początek zacząć działać, nawet kiepsko (oczywiście nie kiepsko z założenia lecz najlepiej jak potrafimy, nawet w sytuacji kiedy nam jeszcze nie wychodzi), ale tylko w takiej dziedzinie gdzie nie stracimy zbyt wiele.
Działając, nawet kiepsko , bardzo dużo można się nauczyć i z czasem zacząć to coś robić perfekcyjnie.
Stały rozwój i ciągłe poszerzanie horyzontów cechują większość jeśli nie wszystkich wielkich ludzi którzy w swoim, życiu osiągnęli prawdziwy sukces.
Dodatkową i znamienną cechą jest też wytrwałość– większość ludzi sukcesu wygrywała dopiero po doznaniu kilku porażek.
Przekonałem się, że różnego rodzaju okazji jest mnóstwo lecz trafiają się tylko ludziom którzy potrafią szukać a skorzystać z nich są w stanie tylko ci którzy się na to przygotowali.
Dzięki przeczytanym książkom znalazłem kilka wspaniałych sposobów na reklamowanie swojej działalności, poszukując wiedzy trafiłem na bogate źródło wspaniałych książek (rewelacyjna biografia Sama Waltona-założyciela sieci Wal-Mart, wspaniała książka Franka Bettgera”Jak odnieść sukces w biznesie”) w mojej osiedlowej bibliotece,znalazłem też znacznie tańsze od papierowych elektroniczne wersje książek które mogę czytać kiedy zechcę choćby w moim telefonie komórkowym, znalazłem też kilka całkowicie darmowych pełnych wersji e-boków w Internecie i udostępniłem je swoim subskrybentom.
Rozglądając się za wiedzą trafiłem na kilka wspaniałych i całkowicie darmowych szkoleń. Czy ktoś wiedział, że od 16 do 22 listopada 2009 roku odbywał się Światowy tydzień przedsiębiorczości?
Pewnie większość nie, w naszym kraju tego typu przedsięwzięcia nie są szeroko reklamowane. Sam znalazłem króciutką wzmiankę o tym wydarzeniu już w czasie jego trwania i tylko dla tego, że szukałem jakiś ciekawych szkoleń w internecie.
Zdążyłem skorzystać z dwóch darmowych kursów w tym we wspomnianym wcześniej seminarium prowadzonym przez Kamila Machnika . Warto zapisać datę wydarzenia bo jest to impreza cykliczna i dzięki niej można za darmo poszerzyć swoje horyzonty.
Dzięki wspomnianym szkoleniom poznałem dwie interesujące strategie: Kurta Voneguta i Walta Disneya.
Bardzo dobre opracowanie techniki Walta Disneya znalazłem w serwisie EIOBA dzięki czemu mogłem umieścić je w artykułach na mojej stronie.
Jak się okazało wystarczy porozglądać się trochę a okazji różnego rodzaju znajdzie się mnóstwo.
Na początek kilka okazji „na talerzu” - jak już wcześniej wspomniałem udostępniam sporo darmowych publikacji na swojej stronie, są pełne wersje dla subskrybentów newslettera i spora ilość obszernych fragmentów książek a także informacja o świątecznej promocji dzięki której można kupić większą ilość książek za znacznie mniejsze pieniądze,przy „okazji” coś o czym się przekonałem ostatnio – dzięki zakupom w pewnym wydawnictwie mogłem otrzymać całkowicie za darmo kolejne dwie wspaniałe książki a już mam kolejne punkty na następną, na stronie jest też kilka pomysłów na pierwszy biznes.
Warto więc trochę inaczej zaplanować swój czas i poszerzyć swoje horyzonty nawet całkowicie gratis!
Jeden z moich poprzednich artykułów został skomentowany w takim stylu: „To wszystko brednie, te książki i szkolenia nic nie dają , nabijają tylko kasę ich autorom i organizatorom”.
Jak już napisałem wcześniej nie chciałem nawet na to odpowiadać bo nie lubię krytyki pozbawionej uzasadnienia ale po pewnym czasie zrozumiałem, że zarzut jest dość istotny bo może reprezentować poglądy sporej grupy ludzi poszukujących, próbujących i rozczarowanych brakiem rezultatów.
Zanim przejdę do konkretów muszę zwrócić uwagę na kwestię pieniędzy.
Oczywistym jest, że najlepsi pisarze motywacyjni zarabiają na swoich książkach ogromne pieniądze,równie pewnym jest fakt, że prowadzący i organizujący szkolenia tego typu otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę.
Jednak można sięgnąć po tego typu wiedzę całkowicie za darmo-wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć.
Książki o pieniądzach i sukcesie,motywacyjne, o prowadzeniu biznesu, marketingu oraz biografie bogatych ludzi są łatwo dostępne w bibliotekach publicznych.
Można też znaleźć gratisowe wersje elektroniczne w Internecie – sam udostępniam moim subskrybentom kilka pełnych i całkowicie darmowych e-booków (min. „Najbogatszy człowiek w Babilonie”-rewelacyjna książka o pieniądzach i „Sztuka wzbogacania się” Wallace D. Wattlesa ).
Jeśli ktoś nie chce się nigdzie rejestrować może ściągnąć „Bliżej sukcesu”-wystarczy kliknąć w tytuł, lub poszperać w darmowych e-bookach.
Podobnie można znaleźć całkowicie darmowe seminaria dotyczące motywacji czy biznesu organizowane przy wyższych uczelniach.
Choć już o tym pisałem wspomnę jeszcze raz - najlepsze seminarium motywacyjne w którym miałem przyjemność uczestniczyć zorganizowała Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, głównym gościem i prowadzącym był jeden z najlepszych trenerów motywacyjnych w Polsce - Darek Sikorski z Crown Consulting a za uczestnictwo nie płaciło się ani grosza.
Tak więc kwestia pieniędzy nie jest taka problematyczna jakby się mogło wydawać.
Większym problemem a właściwie bardziej złożonym jest to czy te książki i szkolenia działają.
Najprościej na swoim przykładzie mógłbym odpowiedzieć, że działają ale to nie wyczerpuje tematu ani nie podpowiada żadnych sensownych rozwiązań.
Doszedłem do wniosku, że może być kilka istotnych przyczyn dla których książki motywacyjne nie działają tak jak powinny. Część pokrótce opiszę teraz lecz szczegółowo wyjaśnię je w kolejnych wpisach.
Pierwszą przyczyną jest forma przekazu.
Zauważyłem, że każdy pisarz inspiracyjny wzbogaca książkę swoją osobowością oraz nawiązuje do trochę innych elementów motywujących.
Jedni sięgają do wątków religijnych, inni wykorzystują motywy magiczne w stylu „odwieczne prawa życia, prawo przyciągania” , jeszcze kolejni wykorzystują swoją wiedzę psychologiczną radząc nam byśmy wykorzystali potęgę swojej podświadomości (twórczego umysłu).
Dodatkowo dochodzi jeszcze spora część literatury zajmującej się naszym sposobem myślenia o pieniądzach.
W tej różnorodności jest bogactwo ale jest też problem.
Każdy z nas ma trochę inne podejście do życia i jest podatny na odmienne argumenty. Osoba o racjonalnym usposobieniu odrzuci książkę wspominającą o „magicznych” sposobach osiągania sukcesu, podobnie na książkę o pieniądzach zareaguje osoba o romantycznym podejściu do życia.
W tej kwestii każdy musi znaleźć źródło inspiracji odpowiednie do swoich predyspozycji choć wydaje mi się, że w przypadku gdy chcemy zmienić swój status materialny nie unikniemy książek dotyczących pieniędzy i bogactwa.
Sama motywacja może pozwolić nam osiągać większe dochody ale tylko dzięki książkom takich autorów jak R. Kiyosaki ("Bogaty ojciec,biedny ojciec”), Joachim Posada i Ellen Singer („Nie zjadaj cukierka...od razu”), Thomas J. Stanley i William D. Danko (Sekrety Amerykańskich Milionerów) zrozumiemy, że nasz klucz do zamożności leży w naszym podejściu do konsumpcji bo to nasze nawyki konsumenckie sprawiają czy gromadzimy majątek czy też go trwonimy bez opamiętania.
Od tego jak się zachowujemy kupując zależy czy nabywamy to co wyciąga nam pieniądze z kieszeni (pasywa) czy to co pieniądze nam do kieszeni wkłada (aktywa)
Nie będę dalej roztrząsał tej kwestii gdyż planuję rozwinąć wątek w kolejnych wpisach oraz przygotować dla subskrybentów mojego newslettera darmowy kurs na ten temat.
Drugą nie mniej istotną przyczyną jest kwestia wiary. Nie chodzi mi tutaj o religijność tylko wiarę w możliwość osiągnięcia sukcesu.
Nawet jeśli znajdziemy książkę która do nas przemawia nie zawsze jesteśmy w stanie uwierzyć, że dzięki zawartej w niej wiedzy jesteśmy w stanie coś osiągnąć
Bez wiary w sukces i przy niskiej samoocenie nie jesteśmy w stanie wprowadzić w życie otrzymanych idei a po krótkim czasie nasz zapał mija i przestajemy realizować ćwiczenia proponowane przez autorów.
Najtrudniej nam uwierzyć, że jesteśmy kimś wyjątkowym i że mamy nieograniczone wręcz możliwości.
Specjalnie dla niedowiarków umieściłem na swojej stronie fragment wspaniałej książki Oga Mandino „Największy cud świata”(pozycja niestety niedostępna w księgarniach ale warto poszukać na aukcjach internetowych)
Kolejną i chyba najistotniejszą przyczynę nieskuteczności materiałów motywacyjnych wyjaśni zagadka z książki: „Nie zjadaj cukierka...od razu” Joachima Posady i Ellen Singer.
Zagadka: „Były sobie trzy żaby spływające na liściu w dół rzeki. Jedna z nich postanowiła wskoczyć do wody. Ile żab pozostało na liściu?
Większość ludzi odpowie, że dwie. To zła odpowiedź.
Na liściu nadal są trzy żaby.
Dlaczego? Ponieważ postanowić a wykonać to dwie różne sprawy. „
Sir Francis Bacon powiedział, że „wiedza to potęga”. Miał rację, zapomniał jednak o jednym słowie, które czyni to zdanie prawdziwym w każdej sytuacji. „Zastosowana wiedza to potęga”.
Nie zgadzam się z usłyszaną kiedyś opinią, że wystarczą dwie książki motywacyjne, by odmienić swoje życie, a reszta już powtarza to co przeczytaliśmy wcześniej.
Prawdą jest, że są osoby którym wystarczy przeczytać tę jedną jedyną książkę i zastosować podane w niej techniki i już zadziała „efekt motyla” (wyjaśnienie efektu motyla znajdziesz w”Bliżej sukcesu”) dla innych przeczytanie niezliczonej ilości książek nic nie da.
Jak to napisał Witold Wójtowicz w „Sukces a praca” (znajdziesz też w„Bliżej sukcesu”) „95%ludzi nie odbierze przesłania, które zawarte jest w ( tej )książce, bo nie da się nawiązać z nimi kontaktu. Praktycznie oni sami nie mają ze sobą kontaktu. Przechodzą przez życie pchani siłą emocji, nie wiedząc, dokąd idą, nie zdając sobie sprawy z możliwości, jakie oferuje świat.”
Do mnie i do Ciebie należy wybór czy chcesz być wśród tych 95% , jeśli uda Ci się wejść do pozostałych 5% masz szansę na odniesienie sukcesu.
By jednak wstąpić do tych elitarnych 5% trzeba czegoś więcej niż tylko czytania – trzeba zrezygnować z wygodnej roli widza i się autentycznie zaangażować.
I to chyba jest tak naprawdę najtrudniejsze, wyjście poza strefę komfortu i rozpoczęcie działania.
W dobrych książkach motywacyjnych np. „Odrodzenie Feniksa” czy„Legalny doping emocjonalny” autorzy wymagają od czytelnika wypełniania ankiet, testów, list celów.
Fakt czy rzeczywiście weźmiemy kartkę i długopis czy też poprzestaniemy na samym czytaniu jest najlepszym wyznacznikiem tego w której grupie naprawdę jesteśmy.
Jeszcze dochodzi kwestia oczekiwanego efektu – wiele osób wyobraża sobie, że po przeczytaniu książki czy po uczestnictwie w seminarium motywacyjnym staną się natychmiast bogaci a to przecież nie działa ani automatycznie ani tak błyskawicznie, dodatkowo długie oczekiwanie działa destrukcyjnie na entuzjazm.
Efekty są jednak odczuwalne już po kilku miesiącach choć nie są to korzyści materialne.
Mogę to opisać na swoim przykładzie, interesuję się tematyką motywacyjną dwa lata, działam w tym kierunku od ośmiu miesięcy i nie stałem się jeszcze człowiekiem zamożnym.
Ale efekty mojego zaangażowania, na poziomie jakości życia, odczuwam ja i moja rodzina bardzo wyraźnie.
Pomimo tego, że robię znacznie więcej niż dotychczas mam też więcej czasu (bo go nie marnuję), buduję biznes który będzie przynosił mi pieniądze nawet wtedy gdy nie będę pracował(pasywny dochód) co najważniejsze udało mi się zmienić przyzwyczajenia i przesunąć swoją strefę komfortu w takie obszary które przynoszą korzyść mnie i mojej rodzinie, cały czas się czegoś nowego uczę, wyznaczam sobie cele, konsekwentnie dążę do ich realizacji i czuję się człowiekiem sukcesu.
Najistotniejsze jest jednak to, że zrozumiałem, że sukces to nie tylko pieniądze lecz przede wszystkim rozwój w bardzo wielu kierunkach i osiągnięcie harmonii w życiu, którego zdobyte dobra materialne są wyłącznie uzupełnieniem.
Zapraszam na stronę: www.startbiznes.com.pl i zachęcam do pobierania darmowych e-booków są wśródnich naprawdę fantastyczne książki.
Gdy zacząłem pisać na temat motywacji i sukcesu nie spodziewałem się tak dużego zainteresowania.
Wraz z rosnącą liczbą czytelników zaczęły pojawiać się komentarze.
Sporo było miłych ale nie zabrakło też komentarzy krytycznych.
Na większość z nich odpisałem już wcześniej ale dwa pozostawiłem bez odpowiedzi ponieważ nie posiadały żadnego uzasadnienia.
Niestety zbagatelizowane lub odłożone sprawy mają taką naturę, że albo się nagle przypomną albą ciągle się błąkają po głowie.
Trafiłem na ten drugi przypadek.
Po jakimś czasie zrozumiałem, że wspomniane komentarze choć pozbawione uzasadnienia poruszają bardzo istotny problem.
Pierwszy zarzut brzmiał mniej więcej tak: „Co to było za szkolenie – może z Amwaya a Amway to sekta...”
Gwoli wyjaśnienia muszę napisać, że seminarium o którym wspominałem wcześniej nie było prowadzone przez żadną sektę.
Jego organizatorem była Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy a głównym gościem i prowadzącym był jeden z najlepszych trenerów motywacyjnych w Polsce - Darek Sikorski z Crown Consulting .
Swoją drogą bardzo łatwo odrzucamy pewne idee lub wiedzę kwestionując źródło ich pochodzenia.
Kierując się uprzedzeniami pozbawiamy się szans na rozwój. Niezależnie od źródła wiedza może być przydatna lub nie.
W przypadku treningów motywacyjnych czy książek dotyczących sukcesu problem jest o tyle złożony, że większość literatury przybyła do nas z USA i do specyficznego, amerykańskiego odbiorcy skierowany jest jej przekaz.
Z tego względu stworzone w oparciu o takie źródła mitingi firm z sektora MLM (ang. multi-level marketing), w tym Amway, mogą sprawiać wrażenie spotkań werbunkowych do sekt.
Dodatkowo pewne metody motywacyjne takie jak afirmacje, nawet gdy są stosowane indywidualnie wyglądają dość dziwacznie, praktykowane zaś jednocześnie przez kilkaset osób mogą u postronnego obserwatora wywołać przerażenie.
Literatura inspiracyjna nawiązuje często do wątków Biblijnych lub, wspierając się autorytetem Pisma Świętego, podkreśla znaczenie wartości moralnych w drodze do sukcesu.
Jednocześnie z pełnej gamy technik motywacyjnych, psychologicznych czy też marketingowych korzystają sekty co musi budzić dość niefortunne skojarzenia.
Oczywistym staje się fakt, że nie da się uniknąć odniesień religijnych w literaturze lub szkoleniach promujących zrównoważoną drogę do sukcesu, skierowaną na pełny rozwój człowieka a nie tylko na zdobywanie zasobów materialnych.
Nie można też liczyć na to, że sekty zrezygnują z wykorzystywania, jakże skutecznych, zabiegów psychologicznych do swoich celów.
Choć jest już grupa świetnych mówców - trenerów motywacyjnych takich jak Darek Sikorski, potrafiących przekazać pewne wartości w sposób subtelny, bez charakterystycznego dla amerykańskich wzorców kaznodziejstwa, sporo osób, kierując się uprzedzeniami, rezygnuje z okazji uczestnictwa w dość licznie organizowanych, często bezpłatnych seminariach i szkoleniach, pozbawiając się wspaniałej okazji spotkania z niesamowitym, charyzmatycznym człowiekiem.
Skoro nie można uniknąć pewnych negatywnych skojarzeń należy maksymalnie pogłębić swoją wiedzę by móc wychwycić podstawowe różnice pomiędzy systemami.
Najprościej można przedstawić te różnice w następujący sposób: sekty wykorzystują ograniczanie wolności swoich wyznawców dla własnych korzyści natomiast firmy z sektora MLM odnoszą największe zyski wtedy gdy ich uczestnicy osiągają wolność w najpełniejszym jej wymiarze.
Myślę, że doskonałym podsumowaniem tego artykułu będzie cytat z „Przyjaznego kapitalizmu” Richa De Vos - jednego ze współzałożycieli firmy Amway :
„ Nie piszę tej książki, by nawrócić cię na moje wartości lub przekonać cię do moich celów. To w końcu twoja sprawa. I jest to kwestia nader osobista . Istnieją opiekuńczy kapitaliści , którzy wyszli od bardzo różnych ideologii i odnoszą sukcesy. Ale jeśli u samych podstaw twego życia nie tkwi jakiś system pozytywnych wartości , twoje cele będą niewłaściwe i nie budzące zaufania.Zamiast pomóc ci odnieść sukces w życiu mogą one wręcz poprowadzić cię niebezpieczną, zgubną drogą ku upadkowi.”
Swoją drogą ogromnie się cieszę, że sprowokowany krytyką, z czystej przekory, pozbyłem się własnych uprzedzeń i sięgnąłem po tę książkę.
Jeśli tylko będę miał taką możliwość to wybiorę się na jakieś szkolenie organizowane przez firmę z sektora marketingu sieciowego. Przekonałem się, że warto poszerzać swoje horyzonty i pozbywać się ograniczeń dzięki czemu uzyskuje się dostęp do ogromnych zasobów wiedzy i pozytywnej energii.
Zanim zdążyłem opublikować ten tekst znalazłem w necie artykuł pt. ”Nie pokażemy filmu o praniu mózgów” z którego dowiedziałem się, że organizator Warszawskiego Festiwalu Filmowego odwołał pokaz filmu "Witajcie w życiu" Henryka Dederki -„przerażającego filmu o praniu mózgów w korporacji zajmującej się sprzedażą bezpośrednią „ ze względu na brak zgody właściciela praw do filmu na jego emisję .
Całe szczęście autor artykułu umieścił linki do filmu i mogłem spokojnie obejrzeć dokument nie zważając na brak zgody TVP.
Okazało się, że bardziej przerażająca niż "Witajcie w życiu" jest obiegowa opinia o korporacji Amway i niestety sposób realizacji samego filmu.
Zaskoczyło mnie, że tak potężna i doświadczona firma jak Amway walczyła w sądzie o zakaz emisji filmu który w zasadzie nie był w stanie jej zaszkodzić.
Co więcej mam wrażenie, że to właśnie sama walka w sądzie oraz egzekwowany zakaz nadawania podniosły status dokumentu Henryka Dederki do niezasłużonego, moim zdaniem, miana „kultowego” a firmę Amway zepchnęły w Polsce na margines.
Dziwi mnie też, że Amway nie doszedł z właścicielem praw do filmu do sensownego porozumienia i ugody.
Gdyby zezwolić na emisję filmu poprzedzoną rzeczową dyskusją lub wprowadzeniem wyjaśniającym,że przedstawione w filmie materiały nie pokazują tak naprawdę nic szokującego poza standardowymi technikami motywacyjnymi stosowanymi obecnie nawet w najbardziej szacownych instytucjach opinia o Amwayu przestałaby być tak demoniczna jak dotychczas.
Choć „pranie mózgów”czy też „psychomanipulacja” są określeniami które budzą jednoznacznie negatywne skojarzenia to każdy kto kiedykolwiek interesował się samorozwojem i motywacją wie doskonale, że osoba pragnąca osiągnąć sukces musi w pewnym sensie dokonać psychomanipulacji na samej sobie.
Oczywiście film sam w sobie jest sporą manipulacją, zlepkiem materiałów zmontowanych w taki sposób by potwierdzić tezę autora o sekciarskim charakterze korporacji, wzbogaconym o wypowiedzi początkujących dystrybutorów sieci, którzy z zapałem neofity cytowali z pamięci t
